Lokomocje: instalacja dźwiękowo-przestrzenna/ spacer dzwiękowy 
Miasto nigdy nie jest tylko tłem. Dla mnie to rodzaj rozszerzonego ciała - systemem naczyń połączonych, przez które przepływają dźwięki, obrazy, napięcia. Koncepcja zrodziła się z potrzeby uchwycenia tej przestrzennej gęstości: zderzenia między percepcją a codziennym ruchem.
Poruszanie się po mieście - pieszo, rowerem, tramwajem, nie jest tylko aktem transportu, ale intensywnym procesem poznawczym. Przemieszczając się, nie tylko obserwuję, ale podlegam nadmiarowi bodźców, nadprodukcji znaczeń, ciągłemu procesowi dekodowania. W tym chaosie zmysły ulegają rozstrojeniu, ale jednocześnie właśnie tam, w tej rozedrganej materii miasta, szukam momentów skupienia.
 W kontekście Lokomocji, praktyka chodzenia, często inspirowana psychogeografią sytuacjonistów, staje się kluczowym narzędziem artystycznym. Pozwala wyjść poza konwencjonalne ramy galerii, zmieniając samo ciało w „instrument” i „scenę” dlagłębokiej eksploracji i transformacji przestrzeni miejskiej. To forma uwrażliwionego chodzenia, gdzie każdy krok staje się aktem poznania i interwencji, dając tym samym świadectwo, że miasto nie jest bytem stałym, lecz ciągle konstruowanym poprzez subiektywne doświadczenia. 
Ścieżka dźwiękowa instalacji to z kolei rodzaj mapy, nie kartograficznej, ale afektywnej. Rejestruję odgłosy miasta przypisane do środków lokomocji: roweru, auta, tramwaju, samolotu. Ruch dźwięku w przestrzeni przypomina mi, że to, co słyszymy, nie tylko opowiada o świecie zewnętrznym, ale też o stanie, w jakim się znajdujemy. Hałas, który nas obciąża, jest jak echo strukturalnych napięć: systemów władzy, kontroli, panoptycznych spojrzeń kamer.
Miasto z pozoru wydaje się chaotyczne, ale jest głęboko ustrukturyzowane, nieustannie zarządzane, kontrolowane, zautomatyzowane. Dźwiękowy i wizualny zgiełk nie są przypadkowe. Wierzę, że są odzwierciedleniem społecznych i ekonomicznych układów, które wpisują się w sposób, w jaki w Polsce organizujemy przestrzeń, a tym samym i myślenie. Praca z tym chaosem staje się dla mnie sposobem na deszyfrowanie zbiorowej mentalności, na czytanie miasta jak palimpsestu narodowych nerwic i marzeń.  
To również projekt o odpoczynku. W zgiełku szukam pauzy —mikrosekund kontemplacji, momentu zatrzymania. Te dźwięki, które zwykle odrzucamy jako tło, mogą stać się narzędziem skupienia. Tak samo jak obraz; jeśli tylko uda mi się oderwać go od funkcji reprezentacji i potraktować jako pole obecności. Ten spacer to zaproszenie: do zwolnienia i przesunięcia się o krok w bok. Do poczucia ciała w ruchu i dźwięku, ale też do refleksji, jak bardzo codzienne przemieszczanie się stało się jednocześnie formą znikania: w systemie, w hałasie, w rytmie, który nie daje wytchnienia.

You may also like

↑Back to Top